Prośba do czytelników

Bardzo ważne są dla mnie komentarze. Zatem proszę o nie, by móc poprawić swoją powieść w takim stopniu, żeby było w niej jak najmniej błędów.
Ważne: należy czytać posty w kolejności od najstarszego do najświeższego. Posty mają tworzyć sensowną całość. Przecież jest to powieść.

poniedziałek, 27 października 2014

***

Ervithar z uwagą rozglądał się po miejscu potyczki. Ciała członków bandy Garetha leżały pocięte w kałużach posoki. Widok był nad wyraz zajmujący, nawet jak dla niego. Lecz powodem jego zainteresowania nie byli leżący na polanie polegli oraz nie był nim, z całą pewnością, stan w jakim pokonani w tej chwili się znajdowali, dzikie zwierzęta nie próżnowały to trzeba przyznać, do czego zdołał w życiu wojownika przywyknąć. Podstawową przyczyną fascynacji, jaką w tej chwili czuł, przebywając na tym pobojowisku, była niezmierna precyzja z jaką napastnik ciął opryszków. Musiał się sam przed sobą przyznać, że to, co tutaj zastał było, wręcz, mistrzostwem w sztuce fechtunku i efektywnego zabijania. Zagwizdał przeciągle przez zęby, zawsze tak robił, gdy czuł się podekscytowany, z uznania dla umiejętności zabójcy. To było już  naprawdę coś a przecież znał się na tym. Mógł to, co tutaj zobaczył określić dwoma dobitnymi słowami: „wspaniała perfekcja”, godna miana sztuki. W jego mniemaniu sam bój nie mógł trwać nazbyt długo. To były tylko minuty walki.
– Piękne. – powiedział sam do siebie. – Piękne!
– Panie – wyrwał z rozmyślań Ervithara gnom. – Jeszcze raz sprawdziliśmy wyspę. Nie znaleźliśmy nic godnego uwagi. Żadnych śladów. Nie wyczuliśmy żadnego zapachu jakiejkolwiek żywej istoty w tym miejscu. W okolicy czuć tylko fetor śmierci i gówna z ich wychodka. W zasadzie, nie znajduje się tutaj nic takiego, co by wskazywało, że ktoś lub coś mogło przed naszym przybyciem próbować się ukryć na tej polanie. Panie, więc, co dalej robimy? Proszę o rozkazy!
– No cóż spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Byłem wręcz pewien, że tego, który – w tym miejscu zrobił efektowną przerwę i wskazał ręką leżące trupy bandytów – dokonał tego dzieła zniszczenia nie zastaniemy w oczekiwaniu na nasze przybycie, czekającego na pochwycenie przez siły gildii. Z dużą dozą prawdopodobieństwa – słowo „prawdopodobieństwo” Ervithar podkreślił wyraźnie mocniej je akcentując – możemy stwierdzić, że niziołek był tutaj więziony tak, jak zresztą to wcześniej stwierdziliście żołnierzu! Jestem pewien, że nie zginął podczas potyczki. I to jest jedyna dla nas dobra wiadomość w tej sytuacji w dniu dzisiejszym. Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak tylko podjąć poszukiwania zaginionego niziołka. Ale… – Ervithar na chwilę przerwał swoje wywody, by pozbierać do końca myśli i przekazać swojemu podwładnemu strategię działania –… może powinniśmy do tego celu użyć naszych latających braci!? Wydaje mi się, że jest jeszcze, co prawda mała, ale szansa na odnalezienie naszego małego zbiega! Zatem do dzieła.
– Słucham rozkazów Panie!
– Wezwij telepatę, natychmiast!
Nim zdążył cokolwiek uczynić gnoma już nie było.
Telepaci zawsze go fascynowali. Z wyglądu niczym się nie różnili od innych przedstawicieli rasy ludzkiej lub elfiej. Lecz oba te gatunki istot światła przypominały ich tylko fizycznością. Wiedział, co mówi. Zbyt długo z nimi współpracował, by się móc mylić.
Telepaci wywodzili się, jak już wspomniał wcześniej, z ras: ludzkiej i elfiej. Wyselekcjonowane dzieci o ściśle określonych cechach psychicznych oraz odpowiednich umiejętnościach były szkolone przez długie lata. Aby dodatkowo pomóc naturze, jako matki bardzo często dobierano optymalnie wyselekcjonowane samice, które swoimi parametrami psychicznymi gwarantowały powodzenie powicia dziecka o oczekiwanych umiejętnościach. W tym działaniu nie mogło być żadnego przypadku a samo ryzyko nie powodzenia zostało ograniczone do niezbędnego minimum. To był jednak dopiero początek ich drogi przez mękę. Nowo narodzone istoty, już po porodzie okaleczano wycinając im narząd mowy – język. Taki był wymóg, dzięki któremu szybciej uczyły się korzystać z nieograniczonych możliwości swojego umysłu.
Następnie każde z tych dzieci miało wyznaczone etapy, które musiało osiągnąć. W trakcie ich szkolenia poddawano je wielu ryzykownym dla ich życia i zdrowia próbom. W pełni ukształtowanych telepatów pozostawało przy życiu ostatecznie niewielu. U zbyt wielu nieświadomych swojego losu i przeznaczenia kandydatów w wyniku przeciążenia umysłu w najlepszym przypadku  dochodziło do pomieszania zmysłów a w większości przypadków kończyło się straszliwą śmiercią. 
Koszty w kształceniu powodowały, że telepaci byli bardzo rzadkim skarbem. Ich szkolenie było koszmarnie drogie, wyrafinowane oraz pełne pułapek a to wszystko było okraszone olbrzymim ryzykiem niepowodzenia. Wyłącznie najbogatsze królestwa oraz organizacje, takie, jak choćby gildia, mogły sobie tylko pozwolić na rarytas ich posiadania. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że z tysięcy wyselekcjonowanych noworodków tylko nieliczne, liczone na palcach jednej ręki, są w stanie przetrwać do finału tej drogi. 
Najliczniej były reprezentowane w tej profesji elfy. Bowiem to je przyroda najhojniej obdarzyła pożądanymi cechami osobowymi. Dzięki swoim wrodzonym umiejętnościom mogli porozumiewać się z praktycznie wszystkimi istotami za pomocą samych myśli, którymi potrafili nakłonić je do swojej woli. Te wszystkie umiejętności pomagały im kontrolować gryfy, smoki a także inne stworzenia, które wykorzystywano bojowo i zwiadowczo w armii.  
– Wzywałeś mnie panie ? – przez umysł Ervithara przeleciał świdrujący, obcy głos. Naprzeciw niego stał telepata z rasy elfów.
– Tak wzywałem. – potwierdził Ervithar.  Za każdym razem, gdy „rozmawiał” z telepatą to taka sytuacja go bawiła. Wielokrotnie łapał się na tym, iż w myślach bez zastanowienia nie potrafi odpowiedzieć tym istotom. A przecież jedynie przelotna myśl wystarczyłaby dla podtrzymania konwersacji. Wielokrotnie bezwiednie odpowiadał im mową, co było całkowicie bez sensu. – Wyślij kilka gryfów w celu rozpoznania terenu. Niech obszar rekonesansu obejmie maksymalnie do dwóch dni drogi pieszo od tej wyspy. Dalej nie byliby w stanie dotrzeć.
– Kogo szukamy panie?
– Na pewno niziołka, a ten drugi to…No cóż, kim on może być do cholery, no kim ? – zastanowił się na głos. Zapomniał, że to, co pojawia się w jego myślach odczytuje bez problemu telepata. – Niech szuka niziołka i istoty, tak myślę, o wyglądzie elfa lub człowieka. Przecież dwa niziołki nie byłyby w stanie zatłuc Garetha i jego bandy. To jest po prostu niemożliwe. – podkreślił, jakby od niechcenia na koniec.
– Panie wedle twojego życzenia. – potwierdził telepata wykonanie zadania.

Ciąg dalszy:
http://darkarposwiecenie.blogspot.com/2014/10/jak-tam-wodeczka-z-kaktusa-zapyta-sie.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz