***
Ervithar z uwagą rozglądał się po miejscu potyczki. Ciała członków
bandy Garetha leżały pocięte w kałużach posoki. Widok był nad wyraz zajmujący,
nawet jak dla niego. Lecz powodem jego zainteresowania nie byli leżący na
polanie polegli oraz nie był nim, z całą pewnością, stan w jakim pokonani w tej
chwili się znajdowali, dzikie zwierzęta nie próżnowały to trzeba przyznać, do czego
zdołał w życiu wojownika przywyknąć. Podstawową przyczyną fascynacji, jaką w
tej chwili czuł, przebywając na tym pobojowisku, była niezmierna precyzja z
jaką napastnik ciął opryszków. Musiał się sam przed sobą przyznać, że to, co
tutaj zastał było, wręcz, mistrzostwem w sztuce fechtunku i efektywnego
zabijania. Zagwizdał przeciągle przez zęby, zawsze tak robił, gdy czuł się
podekscytowany, z uznania dla umiejętności zabójcy. To było już naprawdę coś a przecież znał się na tym. Mógł
to, co tutaj zobaczył określić dwoma dobitnymi słowami: „wspaniała perfekcja”, godna
miana sztuki. W jego mniemaniu sam bój nie mógł trwać nazbyt długo. To były
tylko minuty walki.
– Piękne. – powiedział sam do siebie. – Piękne!
– Panie – wyrwał z rozmyślań Ervithara gnom. – Jeszcze raz sprawdziliśmy
wyspę. Nie znaleźliśmy nic godnego uwagi. Żadnych śladów. Nie wyczuliśmy
żadnego zapachu jakiejkolwiek żywej istoty w tym miejscu. W okolicy czuć tylko fetor
śmierci i gówna z ich wychodka. W zasadzie, nie znajduje się tutaj nic takiego,
co by wskazywało, że ktoś lub coś mogło przed naszym przybyciem próbować się ukryć
na tej polanie. Panie, więc, co dalej robimy? Proszę o rozkazy!
– No cóż spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Byłem
wręcz pewien, że tego, który – w tym miejscu zrobił efektowną przerwę i wskazał
ręką leżące trupy bandytów – dokonał tego dzieła zniszczenia nie zastaniemy w
oczekiwaniu na nasze przybycie, czekającego na pochwycenie przez siły gildii. Z
dużą dozą prawdopodobieństwa – słowo „prawdopodobieństwo” Ervithar podkreślił wyraźnie
mocniej je akcentując – możemy stwierdzić, że niziołek był tutaj więziony tak, jak
zresztą to wcześniej stwierdziliście żołnierzu! Jestem pewien, że nie zginął
podczas potyczki. I to jest jedyna dla nas dobra wiadomość w tej sytuacji w
dniu dzisiejszym. Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak tylko podjąć
poszukiwania zaginionego niziołka. Ale… – Ervithar na chwilę przerwał swoje
wywody, by pozbierać do końca myśli i przekazać swojemu podwładnemu strategię
działania –… może powinniśmy do tego celu użyć naszych latających braci!?
Wydaje mi się, że jest jeszcze, co prawda mała, ale szansa na odnalezienie naszego
małego zbiega! Zatem do dzieła.
– Słucham rozkazów Panie!
– Wezwij telepatę, natychmiast!
Nim zdążył cokolwiek uczynić gnoma już nie było.
Telepaci zawsze go fascynowali. Z wyglądu niczym się nie
różnili od innych przedstawicieli rasy ludzkiej lub elfiej. Lecz oba te gatunki
istot światła przypominały ich tylko fizycznością. Wiedział, co mówi. Zbyt
długo z nimi współpracował, by się móc mylić.
Telepaci wywodzili się, jak już wspomniał wcześniej, z ras:
ludzkiej i elfiej. Wyselekcjonowane dzieci o ściśle określonych cechach
psychicznych oraz odpowiednich umiejętnościach były szkolone przez długie lata.
Aby dodatkowo pomóc naturze, jako matki bardzo często dobierano optymalnie wyselekcjonowane
samice, które swoimi parametrami psychicznymi gwarantowały powodzenie powicia
dziecka o oczekiwanych umiejętnościach. W tym działaniu nie mogło być żadnego
przypadku a samo ryzyko nie powodzenia zostało ograniczone do niezbędnego minimum.
To był jednak dopiero początek ich drogi przez mękę. Nowo narodzone istoty, już
po porodzie okaleczano wycinając im narząd mowy – język. Taki był wymóg, dzięki
któremu szybciej uczyły się korzystać z nieograniczonych możliwości swojego
umysłu.
Następnie każde z tych dzieci miało wyznaczone etapy, które
musiało osiągnąć. W trakcie ich szkolenia poddawano je wielu ryzykownym dla ich
życia i zdrowia próbom. W pełni ukształtowanych telepatów pozostawało przy
życiu ostatecznie niewielu. U zbyt wielu nieświadomych swojego losu i
przeznaczenia kandydatów w wyniku przeciążenia umysłu w najlepszym przypadku dochodziło do pomieszania zmysłów a w
większości przypadków kończyło się straszliwą śmiercią.
Koszty w kształceniu powodowały, że telepaci byli bardzo
rzadkim skarbem. Ich szkolenie było koszmarnie drogie, wyrafinowane oraz pełne pułapek
a to wszystko było okraszone olbrzymim ryzykiem niepowodzenia. Wyłącznie
najbogatsze królestwa oraz organizacje, takie, jak choćby gildia, mogły sobie tylko
pozwolić na rarytas ich posiadania. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to,
że z tysięcy wyselekcjonowanych noworodków tylko nieliczne, liczone na palcach
jednej ręki, są w stanie przetrwać do finału tej drogi.
Najliczniej były reprezentowane w tej profesji elfy. Bowiem
to je przyroda najhojniej obdarzyła pożądanymi cechami osobowymi. Dzięki swoim
wrodzonym umiejętnościom mogli porozumiewać się z praktycznie wszystkimi
istotami za pomocą samych myśli, którymi potrafili nakłonić je do swojej woli.
Te wszystkie umiejętności pomagały im kontrolować gryfy, smoki a także inne
stworzenia, które wykorzystywano bojowo i zwiadowczo w armii.
– Wzywałeś mnie panie ? – przez umysł Ervithara przeleciał
świdrujący, obcy głos. Naprzeciw niego stał telepata z rasy elfów.
– Tak wzywałem. – potwierdził Ervithar. Za każdym razem, gdy „rozmawiał” z telepatą to
taka sytuacja go bawiła. Wielokrotnie łapał się na tym, iż w myślach bez
zastanowienia nie potrafi odpowiedzieć tym istotom. A przecież jedynie
przelotna myśl wystarczyłaby dla podtrzymania konwersacji. Wielokrotnie
bezwiednie odpowiadał im mową, co było całkowicie bez sensu. – Wyślij kilka
gryfów w celu rozpoznania terenu. Niech obszar rekonesansu obejmie maksymalnie do
dwóch dni drogi pieszo od tej wyspy. Dalej nie byliby w stanie dotrzeć.
– Kogo szukamy panie?
– Na pewno niziołka, a ten drugi to…No cóż, kim on może być
do cholery, no kim ? – zastanowił się na głos. Zapomniał, że to, co pojawia się
w jego myślach odczytuje bez problemu telepata. – Niech szuka niziołka i istoty,
tak myślę, o wyglądzie elfa lub człowieka. Przecież dwa niziołki nie byłyby w
stanie zatłuc Garetha i jego bandy. To jest po prostu niemożliwe. – podkreślił,
jakby od niechcenia na koniec.
– Panie wedle twojego życzenia. – potwierdził telepata
wykonanie zadania.Ciąg dalszy:
http://darkarposwiecenie.blogspot.com/2014/10/jak-tam-wodeczka-z-kaktusa-zapyta-sie.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz